Rozpocznij naukę

Egzamin łowiecki: dwa progi, o których wielu dowiaduje się za późno

Kandydaci na myśliwych przygotowują się do egzaminu tak, jak do każdego innego testu: liczą procenty. 80 procent brzmi znajomo i nie wygląda groźnie — na 100 pytań wolno pomylić się 20 razy. Tak myśli większość i właśnie ta arytmetyka bywa powodem oblania.

Bo na egzaminie łowieckim 80 procent liczy się 2 razy, osobno.

Skąd bierze się drugi próg

Zestaw 100 pytań nie jest jednorodny. 30 z nich dotyczy zasad bezpieczeństwa na polowaniu i tworzy osobny koszyk, oceniany niezależnie od reszty. Żeby zdać część pisemną, trzeba osiągnąć 80 procent w koszyku bezpieczeństwa oraz 80 procent z pozostałych 70 pytań. W liczbach: co najmniej 24 z 30 i co najmniej 56 z 70.

Skutek jest taki, że wynik ogólny przestaje cokolwiek znaczyć. Można mieć 88 poprawnych odpowiedzi na 100 i nie zdać, jeśli braki skupiły się akurat w bezpieczeństwie. Wystarczy 7 pomyłek w tym jednym koszyku.

Dlaczego przewraca to najlepiej przygotowanych

Bezpieczeństwo wydaje się najłatwiejszą częścią materiału. Przepisy brzmią jak zdrowy rozsądek: nie strzelaj w kierunku innych, rozładuj broń przed przeszkodą, uważaj na kulochwyt. Kandydat czyta to raz, kiwa głową i wraca do okresów polowań, bo tam są tabele i daty, których trzeba się nauczyć na pamięć.

Tyle że egzamin nie pyta o zdrowy rozsądek, tylko o konkretne liczby i konkretne sytuacje. Ile metrów od drogi publicznej. Przy jakiej przeszkodzie usuwasz naboje z komór, a przy jakiej wystarczy zabezpieczyć broń. Kiedy wolno strzelać wzdłuż linii myśliwych, a kiedy nigdy. Czy przerwa zarządzona przez prowadzącego jest jeszcze polowaniem.

To są rzeczy, których nie da się wydedukować. Trzeba je znać.

3 pytania, na których widać różnicę

Weźmy sytuację, która na papierze wygląda niewinnie: myśliwy idzie w głębokim śniegu, potyka się i wylot lufy załadowanej broni zanurza się w śniegu. Co robi? Odpowiedź „otrzepuje i idzie dalej" brzmi rozsądnie i jest błędna. Trzeba rozładować broń i sprawdzić, czy lufa nie jest zatkana — bo strzał z zatkanej lufy rozrywa ją w rękach.

Albo: zwierzyna stoi na szczycie wzniesienia, w idealnym świetle, doskonale rozpoznana. Strzelać wolno? Nie. Za zwierzyną na szczycie jest samo niebo, nie ma żadnego kulochwytu, a chybiona kula leci kilometrami.

Albo: zagrał drugi sygnał, czyli zakaz strzału w miot. Chwilę później przed stanowiskiem, już za linią myśliwych, przechodzi lis. Wolno strzelać? Tak — drugi sygnał zamyka strzelanie w miot, a nie całe strzelanie w tym pędzeniu.

Jak się przygotować, żeby drugi próg nie zaskoczył

Rada jest banalna i dlatego rzadko stosowana: ćwicz koszyk bezpieczeństwa osobno i licz sobie wynik osobno. Jeśli rozwiązujesz testy i patrzysz tylko na wynik ogólny, mierzysz nie to, co trzeba.

Dobry test próbny powinien pokazywać oba wyniki naraz i wyraźnie mówić, że jeden z nich nie wystarcza. Nasz symulator liczy dokładnie tak jak komisja — 50 pytań, 15 z bezpieczeństwa, 2 niezależne progi. Przy takich proporcjach oba wypadają równo na 80 procent, bez zaokrągleń, więc widzisz tę samą matematykę co przed komisją, tylko w połowie skali.

Warto sprawdzić to na sobie, zanim zapłacisz za podejście. Szkolenie w kole kosztuje zwykle od 1800 do 2600 zł, a po oblaniu czeka się na kolejny termin miesiącami.

Sprawdź się na darmowym teście z podwójnym progiem
50 pytań, 60 minut, 2 osobne progi — wierna połowa prawdziwego egzaminu.

Rozwiąż darmowy test

Najczęstsze pytania

Ile pytań jest na egzaminie łowieckim?

100 pytań w ciągu 2 godzin, z czego 30 dotyczy zasad bezpieczeństwa na polowaniu.

Ile procent trzeba, żeby zdać?

80 procent, ale liczone OSOBNO w 2 koszykach: co najmniej 24 z 30 pytań o bezpieczeństwo oraz co najmniej 56 z 70 pozostałych.

Czy można poprawiać egzamin?

Tak, ale terminy w okręgu wypadają rzadko, a do poprawki zwykle trzeba odczekać kilka miesięcy.